Aura "Biała Żmija"
Aura przyszła na świat w hiszpańskim porcie, tam gdzie zapach soli miesza się z dymem, krwią i tanim rumem. Wychowała się wśród nabrzeży, składów i zaułków, w których dzieci szybciej uczą się kraść niż mówić prawdę. Nie miała nazwiska, które otwierałoby drzwi, ani domu, do którego można było bezpiecznie wracać. Miała za to bystre oczy, szybkie ręce i instynkt, który pozwalał jej przeżyć tam, gdzie inni znikali bez śladu.
Jeszcze zanim dorosła, stała się cieniem portowego miasta. Wyciągała monety z cudzych kieszeni, znikała z ładowniami drobnych skarbów i nauczyła się, że najlepsza droga ucieczki zawsze zaczyna się od opanowania strachu. Z czasem przyszły noże. Najpierw jako narzędzie obrony, potem jako znak rozpoznawczy. Rzucała nimi z taką pewnością, jakby każdy lot ostrza był już dawno zapisany w jej głowie. Wtedy narodziło się przezwisko: Biała Żmija. Nie dlatego, że była głośna albo okrutna, lecz dlatego, że pojawiała się nagle, uderzała precyzyjnie i znikała, zanim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć.
Katastrofa, która zmiotła jej dawny świat, zabrała jej więcej, niż Aura kiedykolwiek przyzna głośno. Wyspa, ludzie, miejsca, do których była przywiązana, przepadły w chaosie. To wtedy morze przestało być dla niej obietnicą wolności, a stało się czymś głodnym i kapryśnym. Mimo to właśnie na pokładzie znalazła schronienie. Najpierw jako pasażer na gapę, potem jako jedna z tych osób, których lepiej nie prowokować w ciemnym korytarzu pod pokładem.
Przez kolejne lata służyła na różnych statkach: pirackich, przemytniczych i takich, o których w tawernach mówi się półgłosem. Okradała kapitanów, uciekała z cel, rozbrajała pułapki i przeżywała rzeczy, po których inni zostają tylko opowieścią ku przestrodze. Zebrała wokół siebie reputację kobiety nieuchwytnej, chłodnej i niebezpiecznej. Wielu próbowało ją wykorzystać, jeszcze więcej ją zdradziło. Dlatego dziś ufa niewielu, a najpewniej sobie samej.
Pod warstwą lodowatej pewności kryje się jednak coś, czego Aura nie potrafiła całkiem pogrzebać. Kiedyś pokochała kogoś na tyle mocno, by uwierzyć, że morze może coś oddać, a nie tylko zabierać. Strata tej osoby zostawiła po sobie cichą ranę, której nie leczy ani czas, ani przemoc. Przy sobie nosi pamiątkę, o której prawie nigdy nie mówi. To jedyna rzecz, której nie postawiłaby na stole w grze, nie wymieniła za złoto i nie oddała nawet pod groźbą śmierci..

Dziś Aura jest wolna tylko w takim sensie, w jakim wolny bywa sztorm. Nie należy do nikogo, nie składa obietnic na długo i nie szuka odkupienia.Żyje szybko, ryzykownie i blisko krawędzi, bo tylko tam czuje, że naprawdę oddycha. Dla jednych jest najemniczką, dla innych złodziejką albo zwiastunem kłopotów. Ci, którzy spotkali ją twarzą w twarz, zwykle zapamiętują przede wszystkim jedno: spojrzenie osoby, która już dawno nauczyła się, że przetrwanie ma wyższą cenę niż niewinność.
Jeśli Aura wchodzi do opowieści, rzadko robi to przypadkiem. Zjawia się wtedy, gdy stawka jest wysoka, lojalność krucha, a każda decyzja pachnie zdradą. I choć sama nigdy by tego nie powiedziała, pod warstwą cynizmu wciąż tli się w niej coś ludzkiego. Właśnie to sprawia, że jest groźna. Nie dlatego, że nie ma serca, ale dlatego, że nauczyła się chować je głębiej niż ostrze.